11 sierpnia 2013

Rozdział czternasty



Dwa lata później


Całe dwa lata minęły w szybkim tempie. Stosunki między mną, a Louisem odrobinę się poprawiły. Nie zmienia jednak to faktu, że nadal się kłócimy, co nie jest dobre dla naszej małej Loren. No dobrze -już nie takiej małej Loren, gdyż ma pięć lat. Nasza historia może przypominać bajkę, ale nie taką z dobrym zakończeniem, gdyż ukochany księżniczki ją zostawił i wpakował w wychowanie samotnie dziecka -ale można też popatrzeć na to z innej strony, ale z jakiej? Co prawda stałam się bardziej samodzielna. Nie podlegam już tylko Louisowi. Podejmuje własne decyzje. Tak, mogę być z siebie dumna. Bardziej mnie martwi zachowanie Louisa, gdyż nie jest już taki jak kiedyś. Jak to powiedzieć -Jest teraz innym człowiekiem. Ma coraz więcej tatuaży, jest bardzo tajemniczy i co najgorsze, nosi przy sobie broń. Gdy raz zapytałam go o nią, zignorował mnie. Boję się, naprawdę się boję, bo nie wiem, co się z nim dzieje. Wraca bardzo późno do domu -tak mieszkamy razem, ze względu na Loren i tabloidy. Kontynuując. Martwię się, że w coś się wpakował. W coś z czego nie wyjdzie. Nagle usłyszałam ciche przekręcanie kluczy.Dochodziła trzecia w nocy, a on dopiero wrócił. Może się z kimś spotyka? Nie, powiedział by mi to. Rozmawialiśmy o tym, że jeśli jedno z nas będzie mieć kogoś, od razu to sobie powiemy. Więc to odpada.  

- Nie śpisz? 

-Gdzie byłeś? -powiedziałam półszeptem, gdyż Loren śpi. 

-Nie rozumiem, po co to przesłuchanie? 

-Louis, nie możesz po prostu powiedzieć, gdzie do cholery byłeś? To nie jest pierwszy raz, kiedy wracasz późnym wieczorem!

-Nie denerwuj się, okej? Byłem u znajomych na imprezie, więc nie masz się czym denerwować. 

-Nie kłam! -Byłam teraz poważnie zła. Mieszkamy pod jednym dachem, zasługuje na jakiekolwiek wyjaśnienia. 

-Alice, nie jesteś moją matką, ani dziewczyną. Nie jest to twoja sprawa, gdzie wychodzę i kiedy wracam! -Znów, po raz kolejny poczułam ukłucie w sercu. Nie jestem jego dziewczyną. Masz rację, nie jestem, bo mnie rzucił, a ja mimo wszystko go kocham -nadal. Zadziwiające jak przez pięć lat próbowałam temu zaprzeczyć. Prawda jest taka, że ucieszyłam się z pomysłu, że zamieszkamy razem. Fala smutku znów zalała mnie od środka, powodując łzy w kącikach moich oczu, które powoli zaczęły spływać zygzakami po moich policzkach. Nienawidzę okazywać uczuć przy ludziach, po prostu tego nienawidzę, więc szybko podniosłam się z kanapy i pobiegłam do mojego pokoju, który niestety znajdował się obok Louisa. Cóż za szczęście. Wskoczyłam do mojego łóżka, po czym otuliłam się ciepłą kołdrą, gdzie pozwoliłam moim łzą spływać po policzkach. Kątem oka zauważyłam, że moje drzwi się uchylają. Wiedziałam, że to Louis. Postanowiłam udawać, że śpię. 

-Alice, wiem, że nie śpisz -usłyszałam jego melodyjny głos -Przepraszam -po chwili poczułam jak siada na skraju mojego łóżka. 

-Nie masz za co, powiedziałeś prawdę -otarłam łzy ręką. 

-Alice, naprawdę przepraszam, wiesz, że zawszę mówię coś bez zastanowienia...

-Tym razem powiedziałeś prawdę i nie musiałeś się nawet zastanawiać. Masz rację, nie jestem twoją dziewczyną, jestem tylko matką twojego dziecka, ubierającą się jak stara babcia z wyglądem sieroty -przypomniała mi się sytuacja, gdy Pezz szukała mi ubrań na spotkanie z Louisem. Nawet nie pomyślałam o tym, że ma bardzo dużo racji w tym. Prawda taka, że nie przykładałam uwagi do wyglądu po urodzeniu Loren. Ubierałam na ogół ubrania służbowe. 

-Alice, nie mów tak, jesteś piękna -powiedział, chwytając mnie za nadgarstki. 

-Louis, miło z twojej strony, że chcesz mi poprawić humor, ale wiem jak wyglądam -i wiem, że wolałbyś mieć dziecko z jakąś modelką niż ze mną -pociągnęłam nosem. 

-Przestań tak mówić -schował mnie w swoim mocnym uścisku. Fala łez znów mnie zalała. -Nie płacz, Alice.

-Nie potrafię przestać. Za bardzo cię kocham -najgorsze co mogłam zrobić, to powiedzieć mu, że go kocham. Szybko wyswobodziłam się z jego uścisku i przesunęłam się na drugi koniec łóżka. -Przepraszam, nie powinnam tego mówić -powiedziałam pośpiesznie. Zerknęłam na Louisa. Jego brązowe włosy swobodnie opadały na jego twarz, która nie wyrażała nic innego jak zdziwienie. Jestem taka głupia mówiąc to. Nie wiem, o czym myślałam, myśląc, że znów będziemy razem. Schowałam twarz w moich nogach, próbując ukryć moje zakłopotanie i łzy, gdyż on się nadal nie odezwał. Po krótkiej chwili wstał i poszedł do swojego pokoju, zamykając drzwi. Nie czekając chwili poszłam do różowego pokoju Loren. Dziewczynka nadal spała w swoim nowym łóżku. Od czasu do czasu słyszałam jej ciche westchnięcie. Podeszłam do jej łóżka i przykryłam ją kołdrą, którą zdążyła już rozkopać. Bezsilnie opadłam na fotel stojący naprzeciwko łóżka. Nadchodziła zima, więc temperatura w domu znacznie spadała w nocy. Otuliłam się własnymi ramionami i zapadłam w głęboki sen. 




Ciche wołanie obudziło mnie ze snu. Przecierając zaczerwieniałe oczy, zobaczyłam, że moja Loren stoi obok mnie i ciągnie mnie za skrawek bluzki. 

-Co się stało, kochanie? 

-Jestem głodna, a tatusia nie ma -powiedziała smutno. Świetnie Louis sobie zwiał, jak zwykle ucieka od problemów, czemu mnie to dziwi? 

-Co chcesz na śniadanie? -spytałam, biorąc ją na ręce. 

-Tosty! -krzyknęła entuzjastycznie. Powoli zeszłyśmy ze schodów i pokonałyśmy długi korytarz prowadzący do kuchni. Kuchnia była o dziwo czysta, ale to pewnie zasługa naszej sprzątaczki Gabriele. 

-Idź do salonu i włącz sobie bajki, a ja ci zrobię tosty, dobrze? 

Dziewczynka pokiwała główką i szybko pobiegła w stronę salonu. Podeszłam do szafki i wyciągnęłam chleb, który następnie posmarowałam masłem i nałożyłam na niego ser. 

-Niech panienka usiądzie, ja dokończę śniadanie -usłyszałam głos Gabriele. 

-Nie trzeba, naprawdę -powiedziałam posyłając jej uśmiech. 

-Może nie trzeba, ale pan Tomlinson wrócił, więc pani rozumie -puściła mi oczko. Louis dużo wymagał od naszych pracowników. Ja byłam tą łagodną osobą, która pozwalała im na przerwy w pracy. Mniej jednak przerażał mnie fakt, że Louis wrócił. Czy powinnam iść do niego? czy raczej schować się w pokoju. Zdecydowanie numer dwa. Szybko pobiegłam do schodów, które prowadziły na górę, gdy nagle usłyszałam za sobą jego głos.

-Uciekasz? -spytał, podnoszą brew. 

-Skądże, muszę iść się przebrać 

-Nigdy nie przebierasz się w dzień wolny od pracy -zauważył. 

-Dobra, okej uciekam, lepiej? 

-Alice, nie zrozum mnie źle...

-Dobra odpuść sobie, myślę, że nie chce tego słyszeć -powiedziałam idąc na górę, gdzie zaraz zaszyłam się w pokoju. 


Jest dwudziesta trzecia, czterdzieści. Za dwadzieścia minut mamy nowy dzień, wychodzi na to, że cały dzień przesiedziałam w pokoju, zachowuję się jak zakompleksiona nastolatka, a nie matka pięcioletniego dziecka, z którym powinnam spędzić cały dzień -ale na szczęście Gabriele zdała mi wszystkie relacje, więc nie jest źle. Loren ma nianię, bo Louis się uparł, więc sama nie została, bo miała jeszcze Louisa. Podniosłam się i podeszłam do okna. Coś mi nie grało. W ciemności widziałam, coś, a może raczej kogoś. Wytężyłam wzroku i ujrzałam jakiegoś gościa z karabinem, przerażona krzyknęłam i szybko zbiegłam na dół. 

-Louis! -krzyczałam i biegłam -Louis! 

-Co jest? 

-Co jest? Widziałam jakiegoś gościa z karabinem u nas w ogrodzie, a ty pytasz się "Co jest"? 

-C-co? Kiedy go widziałaś? 

-Przed chwilą, boże boje się -pojedyncze łzy zaczęły spływać mi po policzku. 

-Spokojnie, nie panikuj, okej? Idź do Loren i idźcie do piwnicy, ale szybko!

-Lou...

-Idź, szybko! 

Nie zastanawiając się ani chwili dłużej pobiegłam po Loren, która spokojnie oglądała bajki. Wzięłam ją na ręce i szybko pobiegłam wzdłuż bocznego korytarzu, który prowadził do mniejszego salonu, w którym znajdowały się schody prowadzące do piwnicy. Zmęczona zapaliłam małe światełko, po czym posadziłam Loren na naszej starej kanapie.

-Mamusiu, co się dzieje? 

-Nic, kochanie. Po protu musimy tu trochę posiedzieć -przytuliła ją do piersi i kołysałam. Sama nie wiedziałam, co się dzieje. Przez pierwsze dziesięć minut nic się nie działo, ale później... Później było słychać tylko strzały i krzyki. Krzyki Louisa. 

Od Autorki: Okej, jest to ostatni rozdział tej części. Miałam, aż dwie wersje tego rozdziału, w jednej było, że Alice umrze, ale sama bym tego nie przeżyła, więc odpuściłam sobie ten pomysł. No i ta wersja. Ta zdecydowanie mi się podoba. Pisałam ją dzisiaj, a wyszła g e n i a l n a. Co więcej, we wrześniu pojawi się pierwszy rozdział nowej serii, która cóż,  będzie właśnie bardziej KRYMINALNA czyli coś co lubię. Chcę jeszcze przede wszystkim podziękować wam wszystkim, którzy czytają i komentują, bo to motywuje i wiele dla mnie znaczy, więc co do następnego? x 
Kelsey 

16 komentarzy:

  1. Papa już nie mogę się doczekać

    OdpowiedzUsuń
  2. Aww Alice wyznała mu, że go kocha. Uważam, że ta wersja jest lepsza. Nie uśmiercaj Alice. Krzyki Louisa? Czyżby coś mu się stało? W co on się wkręcił? Już nie mogę doczekać się września, nie ze względu na szkołę, tylko dlatego że chcę nowy rozdział :D x

    OdpowiedzUsuń
  3. Omg!!!! Nie spodziewałam się, że Lou wpakuję się w takie bagno. Zaskoczyłaś mnie ale pozytywnie♥♥ Czekam nn♥♥

    OdpowiedzUsuń
  4. Na początku planowałam, że obsypię cię samymi komplementami dotyczącymi tego rozdziału, ale kiedy przeczytałam, że nowy rozdział dopiero we wrześniu to wszystko się we mnie zagotowało. Jak możesz!!! Nie dość, że kończysz w takim momencie, to jeszcze mówisz, że na następny rozdział będę musiała tak długo czekać. Zresztą nie tylko ja! Błagam, błagam wstaw go wcześniej! Później idę do nowej szkoły, więc nie wiem czy będę miała w ogóle czas na blogowanie i czytanie, a bardzo chcę to przeczytać!!!

    Tak w ogóle to rozdział jest moim zdaniem najlepszym jak na razie na tym blogu. Nie dość, że trochę się w nim dzieję, to jeszcze zauważyłam, że twój styl pisania został bardziej wzbogacony :)))

    Jeszcze raz, błagam!!!

    Tak w ogóle to na końcówce prawie płakałam. Chyba nie uśmiercisz Lou! Nie?! Proszę nie! Strasznie się cieszę, że nie uśmierciłaś Alice, ale Lou też ma żyć! Rozumiesz!

    Sorry, za te wszystkie wykrzykniki. Zdecydowanie za bardzo to wszystko przeżywam.

    Jeszcze raz błagam! Szybciej wstaw nowy rozdział. Przecież nie dam rady wytrzymać tych 3 tygodni!

    this-is-not-i.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. O tak, rozdział genialny. Tylko znalazłam drobny błąd. Powinno być "pokiwała główką", a nie "główkom". Ale to drobny błąd i do tego jedyny jaki zauważyłam. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak wiem już poprawiłam i dziękuję za zauważenie x

      Usuń
  6. WOW!!! Nieziemski rozdział. Nie mogę się doczekać co będzie dalej. I dlaczego akurat we wrześniu ???

    OdpowiedzUsuń
  7. Ale emocje. Nie moge Sie doczekac nastepnych. *,*
    @zayanek

    OdpowiedzUsuń
  8. aaaaaaaaaaaa! że co!?
    czyżbyś uśmierciła Louisa? :OOOOO
    proszę niee! niech on jakoś ożyje, albo okaże się to jakimś nieporozumieniem czy coś!

    OdpowiedzUsuń
  9. Wow! Uwielbiam to opowiadanie.:D Cieszę się, że je znalazłam.


    @hopebitchhope .

    OdpowiedzUsuń
  10. Ej ej nie.Nie.Jak dopiero we wrzesniu..Nie zrobisz mi tego.Eh,egoistka.Nie zrobisz nam tego.Nie,nie. Ja nie wytrzym.Serio.Takie są konsekwencje jak coś mnie zainteresuje.No niestety.Nie rób nam tego!Rozdział fajny.Wybrałaś dobrą wersje. Czekam.Ale nie do września.Oby.Licze na Ciebie.
    Pozdrawiam i życzę weny. xx

    OdpowiedzUsuń
  11. Szczerze mówiąc też bym nie przeżyła śmierci Alice. Rozdział genialny i nie doczekam się kolejnego.

    OdpowiedzUsuń
  12. Tak, ta wersja jest zdecydowanie lepsza. Hmm...Alice powiedziała Louis'owi, że go kocha...Ciekawe co teraz. Mogli by być razem ;D Ta końcówka troche, a może nawet bardziej mnie przeraziła ;) Jejku, żeby Lou'iemu nic się nie stało :(
    No więc, do kolejnego, cudownego rozdziału we wrześniu!
    Pozdrawiam, Karolina xx
    Weny :*

    OdpowiedzUsuń
  13. Dzisiaj zaczęłam czytać i już przeczytałam całość :)
    TO jest genialne.
    Nie mogę się doczekać części drugiej :D

    OdpowiedzUsuń
  14. Hej nominowałam cie do The Versatile Blogger Więcej info u mnie http://it-was-better-to-die.blogspot.com/p/the-versatile-blogger.html Zapraszam!!!

    OdpowiedzUsuń

Komentarz = Wielka motywacja